Hermiona korzystała z ostatniego wolego dnia. Jutro od
nowa zaczynały się zajęcia. Na szczęście lekcje odrobiła już w piątek, ale
pewnie większość uczniów zostawiła sobie to na ostatnią chwilę, gdyż Pokój
Wspólny Gryffindoru świecił pustkami. Poprawiła się kanapie i wyłożyła nogi na
stoliku. Ogień z kominka miło ogrzewał jej stopy. Myślała o skutkach wojny.
Pochłonęła ona wielu niewinnych czarodziei, którzy walczyli o lepsze życie dla
nich. Co prawda Voldemorta już nie było, a Harry stał się teraz bohaterem, lecz
nie każdy traktował go z szacunkiem. Niektórzy nigdy się nie zmienią. Sądziła,
że teraz dużo się zmieni jednak były to złudne nadzieje. Dlaczego tak jest, że
ludzie nie mogą się po prostu szanować, lubić bez względu na wygląd czy
pochodzenie? Od wieków w wielu środowiskach tworzyły się warstwy społeczne, do
których klasyfikowało się ludzi. Ci, z najwyższego szczebla zawsze mieli
najlepiej. Byli popularni, lubiani, mieli w szkole łatwiej. Natomiast inni,
którzy różnili się wyglądem, statusem czy po prostu mieli odmienne zdanie byli
upokarzani. Czy na prawdę do tej pory
nikt się temu nie sprzeciwił, nikt nie reagował? Postanowiła sama wziąć sprawy
w swoje ręce. Nie będzie łatwo-wiedziała ale bycie Prefektem Naczelnym do
czegoś zobowiązuje. Gdyby tylko ten dupek Malfoy pomógł.. Ale na niego nie ma
co liczyć. Przez wiele lat samodzielności, nauczyła sie radzić sobie sama. Od
zawsze była perfekcjonistką więc zrobi co w jej mocy by zjednoczyć wszystkie
domy w Hogwarcie. W głowie zrodził jej się nawet pewien plan. Zadowolona z
siebie wstała z kanapy, otrzepała szaty z niewidzialnego pyłu i ruszyła wprost
do dyrektora-Minervy McGonnagal.
Radośnie przemierzała szkolne korytarze. Dzisiaj nic nie było w stanie
popsuć jej dobrego humoru. Nucąc pod nosem nawet nie zauważyła jak jakaś wysoka
postać wynurzyła się zza zakrętu. Nie zdążyła zareagować, a już leżała na
zimnej posadzce.
- Malfoy! Mogłam się tego spodziewać! - krzyczała - Patrz
gdzie łazisz!
- Zamknij się, Granger. Pewnie masz szlam zamiast mózgu
więc nie pamiętasz, że to ty wpadłaś na mnie- Zadrwił z niej. - Rachunek za
pranie przyśle pocztą. Nie mogę chodzić w szatach, które dotykała brudna
szlama. - Skrzywił się teatralnie i już miał odchodzić gdy usłyszał głośnie odchrząknięcie za jego plecami.
- Pocałuj się w ten twój arystokratyczny tyłek, fretko -
zaśmiała się pod nosem na wspomnienie Ślizgona przemienionego w zwierze - ale
najpierw idziesz ze mną do dyrektorki.
- Po cholerę? Sama na mnie wpadłaś. Możesz się McSztywnej
najwyżej iść wypłakać.
Hermiona nic mu na to nie odpowiedziała, tylko pociągnęła
za rękaw szaty i prowadziła w stronę gabinetu dyrektorki.
- Granger, puszczaj mnie! - Próbował wyrywać się Ślizgon.
- Mówiłem, że nigdzie z tobą nie idę! A co jak ktoś nas zobaczy? Co z moją
reputacją?
- Nie przejmowałabym się czymś, czego nie ma -
odpyskowała mu.
W końcu Malfoy uwolnił się z uścisku Hermiony i oburzony
szybkim ruchem wyciągnął różdżkę z głębokiej kieszeni szaty. Gryfonka cicho
pisnęła, ale szybko się opanowała. Nie da mu się sprowokować. Chłopak
przycisnął ją do ściany i jeszcze bardziej zdenerwowany jej odważnym
spojrzeniem przycisnął koniec różdżki do jej gardła.
- To cię nauczy szacunku do lepszych - wysyczał.
Nagle Gryfonka zaczęła się śmiać.
Wykorzystała moment zdezorientowania Malfoya i odepchnęła go od siebie. Nie
wierzyła, że był w stanie zrobić jej coś w szkole, poza nic nie znaczącymi
groźbami i raniącymi słowami, na które chyba nigdy się nie uodporni.
- Co cię tak cieszy, Granger? Czyżby
szlamowata reakcja na silny stres? - Ślizgon w dalszym ciągu drwił sobie z
dziewczyny.
- Nie. Po prostu jako Prefekt Naczelny Slytherinu musisz
iść ze mną do dyrektorki w celu omówienia jednej, ważnej kwestii - powiedziała
i ruszyła w tak dobrze jej znanym kierunku. Nie musiała się oglądać żeby
wiedzieć, że tleniony arystokrata, zaślepiony ciekawością, mozolnie podąża za
nią. Po kilku chwilach, w których żadne z nich nie odezwało się ani słowem
dotarli do swojego celu. Pierwszy bez pukania szedł Malfoy, który zaraz po
przekroczeniu progu zatrzasnął drzwi przed nosem współtowarzyszki. Osłupiała
dziewczyna w końcu doszła do siebie i z gracją otworzyła drzwi do gabinetu, po
czym przywitała się z Minervą z delikatnym uśmiechem, jednak dyrektorka nie
zauważyła nawet jej wejścia, gdyż zajęta była pewnym arystokratą.
- Jeszcze raz pani mówię, że to Granger mnie tu
przywlokła – tłumaczył się chaotycznie. – Nie mam pojęcia po co!
- Dość tego – zirytowana opiekunka Domu Lwa straciła
cierpliwość – minus dziesięć punktów, panie Malfoy.
- Przepraszam bardzo – głos zabrała Gryfonka, którą
dopiero w tej chwili zauważyła Minerva – on mówi prawdę – przyznała z niechęcią
rację Malfoy’owi. – Mam pewien pomysł, z którym chciałam się z panią podzielić.
- Dobrze – jej słuchaczka złagodniała na twarzy –
usiądźcie proszę, zamieniam się w słuch.
Hermiona usiadła na wskazanym przed dyrektorkę krześle
obok jej biurka, a Malfoy stał obok tłumacząc się, że długo tu nie zagości.
Minerva spojrzała tylko na niego gniewnym wzrokiem i oddała głos Gryfonce, a
sama usiadła po przeciwnej stronie biurka. Hermiona rozglądnęła się i
stwierdziła, że gabinet niczym nie przypominał starego pomieszczenia, w którym
rezydował Dumbledore. Naprzeciwko drzwi znajdowały się kręte, metalowe schody,
które prawdopodobni e prowadziły do sypialni, a za nimi duże okno zajmujące pół
ściany i sięgające pod sam sufit. Po lewej stronie stała wielka gablota po
brzegi wypełniona orderami i pamiątkami byłych dyrektorów. Na prawej ścianie
usadowiona była biblioteczka, większa nawet od tej, którą Hermiona miała w
dormitorium. Przed nią stało masywne, stare biurko, całe zawalone pergaminami,
na których siedziała sowa, którą Gryfonka zobaczyła dopiero teraz. Miała o na piękne
brązowe pióra, które gdzieniegdzie miały rudy odcień i mądre, kruczoczarne
ślepia. McGonnagal podążyła za wzrokiem dziewczyny i wyjaśniła, że zwierzę wabi
się Pedro.
- Szybciej, Granger – warknął zniecierpliwiony już
Ślizgon – mam lepsze rzeczy do roboty, niż siedzenie tu.
- Oh, założę się, że twoje lustro, choćby nie wiem jak
chciało i tak nie ucieknie.
- Panno Granger, panie Malfoy, proszę się uspokoić. –
Minerva wtrąciła się w odpowiedniej chwili, bo dwójka uczniów już zabijała się
spojrzeniem. Jeszcze moment, a pewnie rzuciliby się sobie do gardeł.
- Wytłumaczy mi pani, po co to całe zamieszanie? –
Hermiona zrozumiała, że dyrektorka jest już lekko podenerwowana, ponieważ tylko
wtedy zwracała się do niej ‘per pani’ Nie chcą już dłużej przeciągać i bardziej
denerwować opiekunki jej domu odezwała się:
- Oczywiście. Pomyślałam, że skoro każdy – popatrzyła na
Malfoy’a i poprawiła się – właściwie prawie każdy, ale zdecydowana większość
chce pojednania domów w Hogwarcie – na te słowa stojący obok chłopak głośno
prychnął z pogardą, lecz Gryfonka go zignorowała i mówiła dalej – to warto
powziąć odpowiednie kroki w tym kierunku.
- Kto chce, ten chce, Granger. Zjednujcie sobie te wasze
domy, ale Ślizgonów w to nie mieszajcie, bo nie będziemy zniżać się do waszego
poziomu. – Hermiona zmroziła go wzrokiem i już chciała mu coś odpowiedzieć,
jednak szybsza była dyrektorka:
- Wspaniały pomysł – pochwaliła ją – doskonale sprawdza
się pani na swoim stanowisku w szkole. – Dracon wywrócił oczami i udawał, że
ziewa, jednak widząc, że nikt nie zwraca na to uwagi, szybko przestał. – Jutro
odbędzie się w tej sprawie zebranie prefektów. Informacja o spotkaniu będzie
wisieć w Pokoju Wspólnym każdego domu. To b y było na tyle, żegnam. – Wstała od
biurka i odprowadziła gości pod drzwi, co chwilę uciszając oburzonego Ślizgona,
który uspokoił się dopiero na wzmiankę o punktach ujemnych. Jednak nie na
długo, bo zaraz po wyjściu z gabinetu Hermiona zdołała tylko usłyszeć dźwięk
zatrzaskiwanych drzwi i szybkim ruchem została już drugi raz tego samego dnia
przyparta do ściany przez blondwłosego Ślizgona.
- Nie myśl sobie, Granger, że jeśli przekonałaś tą staruchę, to ze wszystkimi pójdzie ci tak łatwo. Nie pozwolę na to - warknął i zanim Gryfonka zdążyła zareagować, Malfoy odwrócił się na pięcie i odszedł w tylko sobie znanym kierunku.
I żadne z nich nie zauważyło, jak zadowolona z siebie postać powoli oddala się z miejsca, w którym stała już od dłuższego czasu.
- Nie myśl sobie, Granger, że jeśli przekonałaś tą staruchę, to ze wszystkimi pójdzie ci tak łatwo. Nie pozwolę na to - warknął i zanim Gryfonka zdążyła zareagować, Malfoy odwrócił się na pięcie i odszedł w tylko sobie znanym kierunku.
I żadne z nich nie zauważyło, jak zadowolona z siebie postać powoli oddala się z miejsca, w którym stała już od dłuższego czasu.
***
Hermiona szybko przeszła przez
Pokój Wspólny Gryffindoru, w którym pełno było już jej znajomych. Jednak była
zbyt zdenerwowana, żeby z kimkolwiek teraz rozmawiać nie rozszarpując go przy
tym. Wbiegała po stromych schodach i skierowała się w stronę słabo oświetlonego
czerwonego korytarza, przez który trzeba było przejść, by dostać się do jej
dormitorium. Doszła do ciemnych drzwi i jednym gwałtownym ruchem je otworzyła.
Przeszła przez cały pokój i usiadła na skraju łóżka zakładając ręce na
piersiach. Dostrzegła osłupiałą przyjaciółkę, której ręką ze szczotką zastygła
w połowie drogi do jej płomiennych, rudych włosów.
- Idziesz gdzieś?
- Tak, umówiłam się z Marcusem. Powiesz mi, co się dzieje?
- Nic. Nie ważne - odpowiedziała Hermiona i opadła na łóżko. Ginny odłożyła szczotkę na stolik i usiadła obok niej.
- Hermiono - zaczęła głaskając przyjaciółkę po odkrytym przedramieniu - jeśli coś jest nie tak, to wiesz, ze możesz mi powiedzieć.
Brunetka popatrzyła na nią niepewnie, jednak po chwili podniosła się, usiadła po turecku i zdała Rudej relacje z dzisiejszego dnia, nie oszczędzając sobie wrednych słów na temat Ślizgona. Ginny słuchała przyjaciółki ani razu jej nie przerywając, a kiedy ta skończyła odezwała się:
- Miałaś rewelacyjny pomysł, jak najbardziej jestem za, poza tym McGonnagal cie popiera, a jedna osoba, choćby była nawet Malfoyem nie ma nic do gadania.
- Sama nie wiem. Jutro się wszystko okaże, bo odbędzie się spotkanie prefektów w tej sprawie.
- I bardzo dobrze! My już mu tam przegadamy!
- Pozostaje jeszcze kwestia zdania pozostałej trójki prefektów.
- O to się nie martw, razem damy sobie radę. Szczególnie, ze cel jest szczytny.
- Dziękuje, Ginny - Hermiona uśmiechnęła się w stronę przyjaciółki - a teraz zbieraj się, bo nie zdążysz.
- Jak kocha to poczeka - rzuciła przez ramię i zniknęła za drzwiami zostawiając Gryfonke samą ze swoimi myślami.
- Idziesz gdzieś?
- Tak, umówiłam się z Marcusem. Powiesz mi, co się dzieje?
- Nic. Nie ważne - odpowiedziała Hermiona i opadła na łóżko. Ginny odłożyła szczotkę na stolik i usiadła obok niej.
- Hermiono - zaczęła głaskając przyjaciółkę po odkrytym przedramieniu - jeśli coś jest nie tak, to wiesz, ze możesz mi powiedzieć.
Brunetka popatrzyła na nią niepewnie, jednak po chwili podniosła się, usiadła po turecku i zdała Rudej relacje z dzisiejszego dnia, nie oszczędzając sobie wrednych słów na temat Ślizgona. Ginny słuchała przyjaciółki ani razu jej nie przerywając, a kiedy ta skończyła odezwała się:
- Miałaś rewelacyjny pomysł, jak najbardziej jestem za, poza tym McGonnagal cie popiera, a jedna osoba, choćby była nawet Malfoyem nie ma nic do gadania.
- Sama nie wiem. Jutro się wszystko okaże, bo odbędzie się spotkanie prefektów w tej sprawie.
- I bardzo dobrze! My już mu tam przegadamy!
- Pozostaje jeszcze kwestia zdania pozostałej trójki prefektów.
- O to się nie martw, razem damy sobie radę. Szczególnie, ze cel jest szczytny.
- Dziękuje, Ginny - Hermiona uśmiechnęła się w stronę przyjaciółki - a teraz zbieraj się, bo nie zdążysz.
- Jak kocha to poczeka - rzuciła przez ramię i zniknęła za drzwiami zostawiając Gryfonke samą ze swoimi myślami.
***
Aportował się w umówione
miejsce i pewnym krokiem ruszył w stronę miejsca spotkania. Jego kroki głośno
rozbrzmiewały na kamiennej posadzce i echem odbijały się od pustych ścian.
Szarpnął za złoconą klamkę i wszedł do zimnego pomieszczenia bez okien, oświetlonego
tylko pojedynczymi, lewitującymi świecami.
- Masz dla mnie jakieś nowe wieści? - odezwał się nieprzyjemny głos, po którego usłyszeniu zjeżyły się mu włosy na karku.
- Wygląda na to, ze nasza szlama coś kombinuje - wybełkotał niepewnie
- No gadaj wreszcie! Za coś ci w końcu płace!
- Chce zjednoczenia domów w Hogwarcie - jego rozmówca zaśmiał się głośno, lecz nie zrażony mówił dalej - była u dyrektorki i jutro ma być jakieś zebranie.
- Mam nadzieje, ze jakoś to załatwisz.
- Nie muszę, wygląda na to, ze Draco zrobi to za mnie.
- Doskonale - uśmiechnął się szyderczo - doskonale.
- Masz dla mnie jakieś nowe wieści? - odezwał się nieprzyjemny głos, po którego usłyszeniu zjeżyły się mu włosy na karku.
- Wygląda na to, ze nasza szlama coś kombinuje - wybełkotał niepewnie
- No gadaj wreszcie! Za coś ci w końcu płace!
- Chce zjednoczenia domów w Hogwarcie - jego rozmówca zaśmiał się głośno, lecz nie zrażony mówił dalej - była u dyrektorki i jutro ma być jakieś zebranie.
- Mam nadzieje, ze jakoś to załatwisz.
- Nie muszę, wygląda na to, ze Draco zrobi to za mnie.
- Doskonale - uśmiechnął się szyderczo - doskonale.
***
Wystrojona w czerwoną sukienkę
do pół uda dziewczyna siedząca na zimnym parapecie patrzyła na roztaczający się
na zewnątrz krajobraz wymachując nogami, na które ubrała czarne baletki. Widok
był niesamowity. Hogwardzkie błonia skąpane w srebrnej mgiełce, która mieniła
się w jasnym blasku księżyca robiły nie małe wrażenie, szczególnie teraz, kiedy
niebo było bezchmurne i zawieszone były na nim gwiazdy w pełnej okazałości.
W pewnym momencie zauważyła jakąś niewyraźną postać przemykającą się wzdłuż jeziora. Jednak nie dane jej było zastanowienie się na celem wędrówki ów osoby, gdyż poczuła czyjeś silne ręce na swojej talii.
- Przepraszam, ze musiałaś czekać, piękna - wyszeptał jej do ucha Flint - nadrobimy stracony czas?
Kiwnęła potakująco głową i została poprowadzona w stronę korytarza prowadzącego do Domu Węża. Ostatnio raz obejrzała się za siebie, lecz nikogo niż nie zauważyła i zaniepokojona tym faktem złapała Ślizgona za rękę, który musiał to źle zinterpretować, gdyż uśmiechnął się szeroko do Rudej i zapewnił, ze już za chwile będą na miejscu.
W pewnym momencie zauważyła jakąś niewyraźną postać przemykającą się wzdłuż jeziora. Jednak nie dane jej było zastanowienie się na celem wędrówki ów osoby, gdyż poczuła czyjeś silne ręce na swojej talii.
- Przepraszam, ze musiałaś czekać, piękna - wyszeptał jej do ucha Flint - nadrobimy stracony czas?
Kiwnęła potakująco głową i została poprowadzona w stronę korytarza prowadzącego do Domu Węża. Ostatnio raz obejrzała się za siebie, lecz nikogo niż nie zauważyła i zaniepokojona tym faktem złapała Ślizgona za rękę, który musiał to źle zinterpretować, gdyż uśmiechnął się szeroko do Rudej i zapewnił, ze już za chwile będą na miejscu.
Hej.
OdpowiedzUsuńCo takiego knuje Malfoy? Miona nieźle wymyśliła z tym zjednoczeniem domów.:D Ogólnie rozdział fajny.
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
dramione-badz-moja-nadzieja.blogspot.com
Hm. Powiem tak: nie jest nigdzie napisane, że to Malfoy, ale nie potwierdzam, ani też nie zaprzeczam. Wszystko wyjaśni się z czasem :)
Usuńoni chcą coś zrobić Hermionie! Nie pozwól im na to!
OdpowiedzUsuńZjednoczenie domów? Fajny pomysł. Jestem za.
Czekam na nową notkę
Bellatrix
Ps. Zapraszam do mnie na nowy rozdział dla-milosci-warto-cierpiec.blogspot.com