Czas. Dziwne zjawisko. Niektórzy mają go za dużo, innym wciąż go brakuje. Dla jednych strasznie się wlecze, dla innych pędzi niemiłosiernie, lecz każdy, z różnych powodów, pragnąłby go zatrzymać, czasem cofnąć. Każdy chciałby mieć szansę zmienienia swoich czynów, zatrzymania słów, pójścia inną ścieżką. Lecz kiedy otrzymamy taką szansę, to czy odważymy się tego dokonać? Zaryzykujemy wszystko? I najważniejsze, czy zawsze będzie to dla nas dobre? Otóż dla mnie nie. Nazywam się Draco Malfoy i oto historia mojego życia, największego szczęścia i najgorszego popełnionego błędu.
________________________________________________________
Westchnął. To nie tak miało się potoczyć jego życie, nie tak miało wyglądać, a teraz znowu przypomina bagno. To nie tak miało być. Nic nie jest takie, jakie być powinno i to tylko jego wina. Był okropnym egoistą, nawet po tych wszystkich wydarzeniach, które rzekomo go zmieniły. On już zawsze będzie taki sam, nie zasługuje na nią, nie zasługuje na szczęście. Znów złe wybory, znów coś traci. Z tym wyjątkiem, że teraz dzieje się to przez niego, sam jest sobie winien. Tylko dlaczego tak ciężko jest się poruszyć? Zrobić pierwszy krok?
Stał na pięknej polanie, na której wirowały różnokolorowe liście, skąpane w coraz słabszych już promieniach jesiennego słońca. Może rzuci się do jeziora, żeby pochłonęła go jego otchłań? Tam na dnie, nie byłoby żadnych trosk, skończyłyby się się tak szybko, jak jego marne życie. Nie, otrząsnął się, nie może być takim tchórzem. Nie teraz, kiedy ona potrzebuje pomocy. Spojrzał w stronę zamku i poczuł ogromny ciężar na sercu. Jak długo już tu stał? Może już wyszła? Musi działać. Teraz, już, natychmiast. Wystarczyłoby kogoś zawołać, pobiec po tego cholernego Pottera, który z radością uratuje kolejne życie. Tylko dlaczego nie jego? To wszystko nie tak miało się potoczyć, nie tak miało wyglądać. Nie tak...
Zebrał się w sobie i całą siłę woli przeznaczył na to, by wykonać krok. Sprowadzi kogoś na to miejsce, chociaż tak spróbuje się odpłacić, chociaż to nie wystarczy. Biegł ile sił w nogach w stronę zamku. Silny wiatr dmuchał mu prosto w oczy, a liście wyślizgiwały mu się spod nóg, jednak on się nie poddawał. Przez wielkie okna Hogwardzkiego zamku widać było już pierwszych uczniów zmierzających na śniadanie do Wielkiej Sali. Zazdrościł im. Jeszcze nie wiedzieli, co za chwilę się wydarzy. Może kilka osób się tym przejmie, niektórzy popadną w chwilową melancholię, lecz nikt nie będzie czuł tego, co on. Tej pustki i złości. Złości na siebie. Przecież mógł znaleźć inny sposób, żeby to rozwiązać, ale ten wydawał mu się najlepszy. Przy nim ucierpi tylko jedna osoba - on sam. Wpadł do zamku i schował się za najbliższym rogiem z zamiarem poczekania na Pottera i pamiętając, że nikt nie może go zauważyć. Wśród przechodzących uczniów dostrzegł wyczekiwana osobę. Jego towarzysze byli tacy spokojni, nie obawiali się o to, co przyniesie kolejny dzień, żyli chwilą. On tak nie potrafi. Zacisnął zęby. Pieprzyć zasady. Otrzepał swoje potargane szaty i dumnym krokiem wszedł do Wielkiej Sali, błagając w myślach, żeby w środku nie zastał siebie. Tak dobrze znał ten zamek, to pomieszczenie, wszystkie sale i tajemne przejścia. Z tym miejscem wiązało się tyle wspomnień, a jemu przed oczami ukazywały się tylko chwile spędzone wspólnie z nią. I teraz musi to wszystko opuścić? Dobrowolnie zrezygnować ze szczęścia, na które tak ciężko pracował? Zauważył Harrego, który siedział już przy stole Gryffindoru i ruszył ku niemu. Oczy wszystkich zwrócone były ku niemu, jakby spodziewali się, że za chwilę dojdzie do awantury. Znalazł się koło Pottera, a kiedy ten zdawał się nie być świadom jego obecności, szturchnął go w ramię. Wtedy odwrócił się i zamglonymi oczami spojrzał na osobę, która przeszkodziła mu w spożywaniu śniadania.
- Malfoy? Co ty tu robisz?! - krzyknął zaskoczony i zerwał się na równe nogi - Nie mam czasu na kłótnie z tobą, mam ważniejsze rzeczy na głowie.
Teraz bez zwątpienia, nawet jeśli ktoś nie zauważył Malfoy'a przy stole Gryfonów, z zaciekawieniem obserwował rozwój sytuacji.
- Zamknij się Potter i chodź. - Powiedział poirytowany arystokrata. Nie miał zamiaru się z nim użerać. - No, ruchy. - szarpnął go za ramię - wyjaśnię ci to na miejscu.
Gryfon musiał dostrzec powagę w jego oczach bo rzucił tylko Prowadź i ruszył za nim.
Biegli w milczeniu po zalanych słońcem błoniach w kierunku, który tylko Malfoy'owi był znany. Na szczęście nie było tu nikogo, co ułatwiało i tak ciężkie dla niego zadanie.
- Po co...mnie tu...przyprowadziłeś? - zapytał zasapany Potter, co chwila łapiąc głęboki oddech, kiedy Malfoy się zatrzymał.
- Zaraz się przekonasz - odpowiedział dziwnie smutny Ślizgon - lecz kiedy to się stanie mnie już tu nie będzie. Nie zadawaj pytań, Potter - powiedział stanowczo, gdy zauważył, że chłopak otwiera usta - i tak ci nie powiem.
Miał już odejść i zostawić chłopaka samego, jednak zanim to zrobił odwrócił się i powiedział:
- Obiecaj mi coś - musiał mieć pewność, musiał wiedzieć, że nic jej się nie stanie. - obiecaj, że ją uratujesz, wiem, że dasz radę.
- Nie rozumiem. Nic nie rozumiem Malfoy! - Harry podniósł głos - Najpierw mam ci coś obiecywać, a potem nawet nie powiesz mi, o co chodzi?
- Spokojnie, Bliznowaty - był nad wyraz spokojny, pomimo tego, że wiedział, co za chwilę się stanie - ktoś będzie potrzebował twojej pomocy. Po prostu idź pod Bijącą Wierzę i daj mi spokój.
- Obiecuję - powiedział niespodziewanie Harry - zrobię wszystko, co w mojej mocy.
Malfoy pokiwał głową w geście rezygnacji.
- Zaopiekuj się nią.
Skinął do Harry'ego głową patrząc jak się oddala i żałował, że to nie mógł być znowu on. Nagle zwątpił, lecz nie było odwrotu. Wiedział, że tak musi być. Tak będzie lepiej dla niej, ale niekoniecznie dla niego.Właśnie dobrowolnie zrzeka się szczęścia. Powoli niszczy wszystko, co tak długo razem budowali. Ona nie będzie o niczym wiedzieć, nigdy nie przekona się jak to z razem z nim było. Będzie żyła tak jak przedtem. Znajdzie sobie chłopaka, zaręczą się, wezmą ślub, ona urodzi gromadkę dzieci i będzie żyła pełnią życia. To takie banalne. Ale on.. On już zawsze będzie sam. Wiedział, ze już nigdy nie pokocha nikogo tak, jak pokochał tą brązowowłosą Gryfonkę. Przeklinał swoje życie. Nie powinien był w ogóle wtedy tego zaczynać. No tak, ale wtedy jeszcze nie wiedział jakiego trudnego wyboru będzie musiał dokonać w przyszłości. Ale też nie zaznałbyś prawdziwego szczęścia i bezwarunkowej miłości. Podszeptywał mu głosik w jego głowie. Nagle zauważył ją i serce na moment odmówiło mu posłuszeństwa. Potter już biegł w jej stronę gotowy jej pomóc. Pokonał Czarnego Pana, więc teraz też sobie poradzi. O to mógł być spokojny. Ale mimo wszystko nie chciał na to patrzeć, za bardzo bolało. Tak, Malfoy pomimo tego, co usilnie próbował w sobie zadusić - zmienił się. Już nie był obojętny. Był zdolny do uczuć i do pokazywania ich. I w tym właśnie momencie cierpiał. On, arystokrata czystej krwi cierpiał, bo pokochał Hermionę Granger, mugolaczkę, która odwróciła całe jego życie do góry nogami swoją miłością, ciepłem i swoim zaraźliwym optymizmem. A teraz definitywnie to zakończył. Jedną decyzją. Paroma obróceniami. Nieskończonym cierpieniem. Czas się skończył, a jego miłość i radość życia odeszła w momencie. Musi już iść, raz na zawsze opuścić to magiczne miejsce i nigdy nie wracać. Czy podjął właściwą decyzję? Zdecydowanie nie, ale nie ma już dla niego odwrotu.
~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc witam na moim pierwszym blogu i dziękuje za przeczytanie prologu. Jest on dość nietypowy, ponieważ nie jest to wstęp do opowieści tylko zapowiedź, ale na razie nie mogę niczego zdradzić. Wszystko się wyjaśni, niestety nie w najbliższym czasie. Trochę trzeba będzie poczekać :)
Dopiero zaczynam moją przygodę z pisarstwem więc bardzo proszę o zostawienie komentarza z opinią, sugestiami lub czymkolwiek. Byłabym bardzo zadowolona. Przyjmuje krytykę więc śmiało pisać jeśli coś się nie spodobało.
Pozdrawiam, Avis.
Hej ale ten prolog jest tajemniczy kurcze ciekawa jestem co będzie dalej
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i wpadaj też do mnie :)
Bellatrix
Naprawdę mnie zainteresowałaś.
OdpowiedzUsuńCo Malfoy'owi strzeliło do tego łba, żeby użyć zmieniacza czasu, skoro wiedział, że to oznacza stracenie Hermiony? :( I co, miał nadzieję, że skoro to nie on, a Harry ją uratował, to stworzą cudowną Potterową rodzinkę?
Gamoń jeden! No, to teraz czekam na to, aby dowiedzieć się od czego to się zaczęło, a potem mam nadzieję przeczytać happy end :D
ciemneijasnekoloryswiata.blogspot.com
hmm no tak tajemniczo, naprawdę mnie zainteresowałaś :)
OdpowiedzUsuńjestem bardzo ciekawa jak to się wszystko potoczy, i czekam na rozdział :>
No cóż, skorzystałam z zaproszenia, chociaż nie było w tym miejscu, w którym powinno się znaleźć. Jednak nie mogę żałować, nie po tym, co przeczytałam. Bardzo spodobał mi się ten prolog, jest taki tajemniczy, niejasny, pobudza wyobraźnię czytelnika. Chce więcej. Co do błędów- zauważyłam tylko kilka literówek, jednak mogłam coś pominąć, zajęta czytaniem. Czekam na pierwszy rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Tuśka
PS Możesz mnie powiadomić o kolejnym wpisie na moim blogu? Z góry dziękuję.
dramione-wiecej-niz-magia.blogspot.com
No zaskoczyłaś tym prologiem. Nie jest krótki, ma w sobie tajemnicę, ciekawe co planujesz ... Życzę weny. Czekam na next.
OdpowiedzUsuńhogwart-diary.blogspot.com
Nie powiem, zaintrygowałaś mnie :) Prolog naprawdę bardzo udany. Mam tylko nadzieję, że to opowiadanie nie skończy się nieszczęśliwie. Tak czy siak, raczej będę tu zaglądać :)
OdpowiedzUsuńhttp://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/
No przybywam i muszę Ci przyznać, że jestem ciekawa ! zaintrygowałaś mnie nie powiem, więc lecę czytać pierwszy rozdział !
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Vulnera
dramione-innahistoria.blogspot.com
Hej.
OdpowiedzUsuńWłaśnie zobaczyłam Twój link w mojej zakładce SPAM, no i zaglądam tu, czytam.. Prolog jest świetny. Fajnie, że piszesz z perspektywy Dracona. Masz świetny styl pisania, chociaż zdarzają ci się małe błędy, ale to nic.. Nie zliczę ile ja ich zrobiłam.xD
Prolog jest intrygujący. Lecę zobaczyć pierwszy rozdział.:)
Faktycznie prolog intrygujący i pozostawia wiele tajemnic. Jestem ciekawa co będzie dalej :)
OdpowiedzUsuń