Dni w Hogwarcie mijały bardzo szybko. Szczególnie
dla ostatnich klas, które już od samego początku miały bardzo dużo nauki.
Liście przybrały już kolor czerwony i pomarańczowy, i wesoło tańczyły niesione
przez ciepły podmuch wiatru. Z okna pewnego dormitorium widać było bawiących
się radośnie w kolorowych liściach pierwszoklasistów. Jedni bawili się w berka
i co chwilę rzucali się w sporawych rozmiarów stosiki liści, inni gonili je i
piszczeli przy tym niemiłosiernie. Jedna brązowowłosa Gryfonka siedziała
na parapecie okna swojego przytulnego pokoju i oglądała tą scenkę z delikatnym
uśmiechem na twarzy. Pamiętała jak ona pierwszy raz zachwycała się pięknem tej
pory roku. Razem z Harrym i Ronem zachowywali się podobnie jak dzieci zza okna.
Jakie to były beztroskie czasy. Teraz nie ma już tak dobrego kontaktu z
chłopcami, z resztą co się dziwić, każdy zmienił się po bitwie. Odnotowała w
pamięci, że musi poświęcać im więcej czasu. Szczególnie Harry’emu, który
przytoczony był całą tą swoją "sławą" i nadal poczuwał się
odpowiedzialny za śmierć wszystkich osób, które walczyły o wolność dla nich
wszystkich. Delikatne promienie jesiennego słońca oświetlały jej lekko opaloną
twarz. Była im bardzo wdzięczna za ich poświęcenie, trudno opisać słowami jak
bardzo. To dzięki nim może teraz znajdować się w Hogwarcie i uczyć się na
ostatnim roku, a jej największym problemem są egzaminy końcowe, które planowane
są na początek czerwca. Kątem oka popatrzyła na dwa łóżka stojące w
dormitorium. Ginny jeszcze nie wróciła.
Zeskoczyła z parapetu i rozglądnęła się po pokoju, który dzieliła z
przyjaciółką. Ściany były koloru przydymionej czerwieni, co dodawało
pokojowi przytulności. Przy jednej ze ścian stały dwa ogromne, dwuosobowe
łóżka, które aż się prosiły, żeby się na nich położyć, otoczone bordowymi
baldachimami, a przed nimi stały stare kufry, z którymi dziewczyny przyjechały
do Hogwartu. Przy przeciwległej ścianie umieszczony był kominek, w którym,
pomimo wczesnej pory palił się ogień, a od kominka przez róg pokoju aż po
ogromne okno ciągnęła się biblioteczka, w której półki uginały się pod ciężarem
książek, ustawianych również jedna na drugiej w celu wygospodarowania
dodatkowego miejsca na kolejne pozycje. W centralnej części pokoju umieszczony
był jasny, puchaty dywan, a na nim dębowy, okrągły stolik i dwa miękko obite
fotele. Całość ustawiona była przodem w kierunku kominka. Na ostatniej ścianie,
naprzeciwko okna, stała niewielka dwudrzwiowa szafa i drzwi, kolejno do
łazienki i na korytarz prowadzący w dół do Pokoju Wspólnego. Zgarnęła porozrzucane na łóżku książki i
usiadła na jednym z foteli. Wybrała Transmutację
dla zaawansowanych przeznaczoną do nauki na siódmym roku, na którym właśnie
się znajdowała i pogrążyła się w lekturze.
Obudził ją trzask zamykanych drzwi. Wyprostowała się
gwałtownie i lekko otępiała po krótkiej drzemce wyjrzała przez okno i okazało
się, że jej drzemka okazała się być kilkugodzinnym snem, gdyż za na niebie nie
było widać niczego, poza częściowo zakrytym chmurami księżycem. Rozglądnęła się z niepokojem po pomieszczeniu
w celu zidentyfikowania źródła hałasu, lecz ku jej uldze nikogo nie zauważyła.
Lekko zaniepokojona tym, że ktoś prawdopodobnie był w jej pokoju ,podczas gdy
ona spała, zaczęła obchodzić dormitorium i sprawdzać, czy nic nie zginęło. Kiedy już
upewniła się, że wszystko jest na swoim poszła do łazienki, zamykając za sobą
drzwi zaklęciem. Napuściła wodę do
obszernej wanny i odkręciła kilka kurków. Momentalnie wanna napełniła się
kolorowymi bańkami mydlanymi, a w powietrzu wyczuwało się woń kwiatowego
aromatu płynu do kąpieli. Weszła do środka i poczuła jak jej mięsnie spięte
po długim leżeniu w średnio wygodnej
pozycji powoli się rozluźniają. Położyła głowę na ramie wanny i zamknęła oczy ,
pozwalając wypoczywać jej zmęczonemu ciału, kiedy usłyszała jakieś kroki za
drzwiami. Na początku pomyślała, że to Ginny, jednak szybko zorientowała się,
że w pokoju jest kilka osób, o czym świadczyły głośne kroki i przyciszone
rozmowy. Ktoś musiał potrącić szafkę nocną, bo usłyszała trzask tłuczonego
szkła, a chwile potem głośne przekleństwo. Szybko wyszła z wanny, osuszyła się zaklęciem,
ubrała szlafrok i podeszła do drzwi, wysłuchując, co dzieje się za nimi,
trzymając różdżkę skierowaną w stronę zamka drzwi. Próbowała uspokoić przyspieszony
oddech, starając się nie zdradzać swojej obecności, a z drugiej strony była
bardzo ciekawa, co dzieje się po drugiej stronie drzwi. Usłyszała odgłos, który
pozwolił jej sądzić, że upuścili właśnie coś ciężkiego na łóżko, po czym dźwięk
zamykanych drzwi. Wypowiedziała w myślach zaklęcie i powoli otworzyła drzwi,
ostrożnie wyglądając spoza nich. Cichy krzyk wydobył się z jej ust, kiedy
zauważyła, co , a raczej kogo włamywacze, bo nie potrafiła inaczej określić
osób, które tu były, zostawili na łóżku.
A była to Ginny, której włosy przykryły część twarzy. Leżała bezwładnie
na łożu z otwartymi ustami i kończynami powyginanymi w dziwaczny sposób.
Przerażona dziewczyna podbiegła do przyjaciółki i ze łzami w oczach zaczęła nią
potrząsać. Kiedy ta nie zareagowała w żaden sposób, Hermiona machnęła różdżką,
a z tej wypłynął strumyk wody, który skierowała na twarz Ginny. Ta otworzyła
nieznacznie oczy i przekręciła się na drugi bok mamrocząc coś pod nosem, a jej
przyjaciółka ze szczęścia ledwo powstrzymała się od rzucenia się na dziewczynę i
przytulenia jej. Chcąc upewnić się, że
rudowłosej nic nie jest, obeszła łóżko i kucnęła przy twarzy przyjaciółki,
klepiąc ją lekko po policzku. Ginny otworzyła oczy i obrzuciła Hermionę pełnym
oburzenia spojrzeniem. Ta, bez
zmieszania powtórzyła swoja czynność i uprzedziła swoją współlokatorkę, która już
otwierała usta, żeby coś powiedzieć i zapytała czy nic jej się nie stało, Ginny
w odpowiedzi pokręciła głową i na powrót zasnęła. Zaniepokojona, ale szczęśliwa
Gryfonka przykryła swoją przyjaciółkę kołdrą, a sama weszła do łóżka obok.
Hermiona korzystała z ostatniego wolego dnia. Jutro
od nowa zaczynały się zajęcia. Na szczęście lekcje odrobiła już w piątek, ale
pewnie większość uczniów zostawiła sobie to na ostatnią chwilę, gdyż Pokój
Wspólny Gryffindoru świecił pustkami. Poprawiła się kanapie i wyłożyła nogi na
stoliku. Ogień z kominka miło ogrzewał jej stopy. Myślała o skutkach wojny.
Pochłonęła ona wielu niewinnych czarodziei, którzy walczyli o lepsze życie dla
nich. Co prawda Voldemorta już nie było, a Harry stał się teraz bohaterem, lecz
nie każdy traktował go z szacunkiem. Niektórzy nigdy się nie zmienią. Sądziła,
że teraz dużo się zmieni jednak były to złudne nadzieje. Dlaczego tak jest, że
ludzie nie mogą się po prostu szanować, lubić bez względu na wygląd czy
pochodzenie? Od wieków w wielu środowiskach tworzyły się warstwy społeczne, do
których klasyfikowało się ludzi. Ci, z najwyższego szczebla zawsze mieli
najlepiej. Byli popularni, lubiani, mieli w szkole łatwiej. Natomiast inni,
którzy różnili się wyglądem, statusem czy po prostu mieli odmienne zdanie byli
upokarzani. Czy na prawdę do tej pory nikt się temu nie sprzeciwił, nikt
nie reagował? Postanowiła sama wziąć sprawy w swoje ręce. Nie będzie
łatwo-wiedziała ale bycie Prefektem Naczelnym do czegoś zobowiązuje. Gdyby
tylko ten dupek Malfoy pomógł.. Ale na niego nie ma co liczyć. Przez wiele lat
samodzielności, nauczyła sie radzić sobie sama. Od zawsze była perfekcjonistką
więc zrobi co w jej mocy by zjednoczyć wszystkie domy w Hogwarcie. W głowie
zrodził jej się nawet pewien plan. Zadowolona z siebie wstała z kanapy,
otrzepała szaty z niewidzialnego pyłu i ruszyła wprost do dyrektora-Minervy
McGonnagal. Radośnie przemierzała szkolne korytarze. Dzisiaj nic nie było
w stanie popsuć jej dobrego humoru, może oprócz dziwnego zachowania Ginny,
która zdawała się jej unikać. Nucąc pod nosem nawet nie zauważyła jak jakaś
wysoka postać wynurzyła się zza zakrętu. Nie zdążyła zareagować, a już leżała
na zimnej posadzce.
- Malfoy! Mogłam się tego spodziewać! – krzyczała. - Patrz gdzie łazisz!
- Zamknij
się, Granger. Pewnie masz szlam zamiast mózgu więc nie pamiętasz, że to ty
wpadłaś na mnie- zadrwił z niej. - Rachunek za pranie przyśle pocztą. Nie mogę
chodzić w szatach, które dotykała brudna szlama. - Skrzywił się teatralnie i
już miał odchodzić gdy usłyszał głośnie odchrząknięcie za jego plecami.
- Pocałuj
się w ten twój arystokratyczny tyłek, fretko - zaśmiała się pod nosem na
wspomnienie Ślizgona przemienionego w zwierze - ale najpierw idziesz ze mną do
dyrektorki.
- Po
cholerę? Sama na mnie wpadłaś. Możesz się McSztywnej najwyżej iść wypłakać.
Hermiona nic
mu na to nie odpowiedziała, tylko pociągnęła za rękaw szaty i prowadziła w
stronę gabinetu dyrektorki.
- Granger,
puszczaj mnie! - próbował wyrywać się Ślizgon. - Mówiłem, że nigdzie z tobą nie
idę! A co jak ktoś nas zobaczy? Co z moją reputacją?
- Nie
przejmowałabym się czymś, czego nie ma - odpyskowała mu.
W końcu
Malfoy uwolnił się z uścisku Hermiony i oburzony szybkim ruchem wyciągnął
różdżkę z głębokiej kieszeni szaty. Gryfonka cicho pisnęła, ale szybko się
opanowała. Nie da mu się sprowokować. Chłopak przycisnął ją do ściany i jeszcze
bardziej zdenerwowany jej odważnym spojrzeniem przycisnął koniec różdżki do jej
gardła.
- To cię
nauczy szacunku do lepszych - wysyczał.
Nagle
Gryfonka zaczęła się śmiać. Wykorzystała moment zdezorientowania Malfoy’a i
odepchnęła go od siebie. Nie wierzyła, że był w stanie zrobić jej coś w szkole,
poza nic nie znaczącymi groźbami i raniącymi słowami, na które chyba nigdy się
nie uodporni.
- Co cię tak
cieszy, Granger? Czyżby szlamowata reakcja na silny stres? - Ślizgon w dalszym
ciągu drwił sobie z dziewczyny. – A może to mój urok osobisty?
- Nie w tym
życiu. Po prostu jako Prefekt Naczelny idziesz ze mną do dyrektorki i nie
obchodzą mnie żadne wymówki - powiedziała i ruszyła w tak dobrze jej znanym
kierunku. Nie musiała się oglądać żeby wiedzieć, że tleniony arystokrata,
zaślepiony ciekawością, mozolnie podąża za nią. Po kilku chwilach, w których
żadne z nich nie odezwało się ani słowem dotarli do swojego celu. Pierwszy bez
pukania szedł Malfoy, który zaraz po przekroczeniu progu zatrzasnął drzwi przed
nosem współtowarzyszki. Osłupiała dziewczyna w końcu doszła do siebie i z
gracją otworzyła drzwi do gabinetu, po czym przywitała się z Minervą z
delikatnym uśmiechem, jednak dyrektorka nie zauważyła nawet jej wejścia, gdyż
zajęta była pewnym arystokratą.
- Jeszcze
raz pani mówię, że to Granger mnie tu przywlokła – tłumaczył się chaotycznie. –
Nie mam pojęcia po co!
- Dość tego
– zirytowana opiekunka Domu Lwa straciła cierpliwość – minus dziesięć punktów,
panie Malfoy.
-
Przepraszam bardzo – głos zabrała Gryfonka, którą dopiero w tej chwili
zauważyła Minerva – on mówi prawdę – przyznała z niechęcią rację Malfoy’owi. –
Mam pewien pomysł, z którym chciałam się z panią podzielić.
- Dobrze –
jej słuchaczka złagodniała na twarzy – usiądźcie proszę, zamieniam się w słuch.
Hermiona
usiadła na wskazanym przed dyrektorkę krześle obok jej biurka, a Malfoy stał
obok tłumacząc się, że długo tu nie zagości. Minerva spojrzała tylko na niego
gniewnym wzrokiem i oddała głos Gryfonce, a sama usiadła po przeciwnej stronie
biurka. Hermiona rozglądnęła się i stwierdziła, że gabinet niczym nie
przypominał starego pomieszczenia, w którym rezydował Dumbledore. Naprzeciwko
drzwi znajdowały się kręte, metalowe schody, które prawdopodobni e prowadziły
do sypialni, a za nimi duże okno zajmujące pół ściany i sięgające pod sam
sufit. Po lewej stronie stała wielka gablota po brzegi wypełniona orderami i
pamiątkami byłych dyrektorów. Na prawej ścianie usadowiona była biblioteczka,
większa nawet od tej, którą Hermiona miała w dormitorium. Przed nią stało
masywne, stare biurko, całe zawalone pergaminami, na których siedziała sowa,
którą Gryfonka zobaczyła dopiero teraz. Miała o na piękne brązowe pióra, które
gdzieniegdzie miały rudy odcień i mądre, kruczoczarne ślepia.
- Szybciej,
Granger – warknął zniecierpliwiony już Ślizgon – mam lepsze rzeczy do roboty,
niż siedzenie tu.
- Oh, założę
się, że twoje lustro, choćby nie wiem jak chciało i tak nie ucieknie.
- Panno
Granger, panie Malfoy, proszę się uspokoić. – Minerva wtrąciła się w
odpowiedniej chwili, bo dwójka uczniów już zabijała się spojrzeniem. Jeszcze
moment, a pewnie rzuciliby się sobie do gardeł.
- Wytłumaczy
mi pani, po co to całe zamieszanie? – Hermiona zrozumiała, że dyrektorka jest
już lekko podenerwowana, ponieważ tylko wtedy zwracała się do niej ‘per pani’
Nie chcą już dłużej przeciągać i bardziej denerwować opiekunki jej domu
odezwała się:
- Oczywiście.
Pomyślałam, że skoro nikt – popatrzyła na Malfoy’a i poprawiła się – większości nie obchodzi już, kto jest z
jakiego domu i jesteśmy ze sobą bardziej zżyci, to można by spróbować
zjednoczyć ze sobą domy w Hogwarcie.
- Kto chce,
ten chce, Granger. Zjednujcie sobie te wasze domy, ale Ślizgonów w to nie
mieszajcie, bo nie będziemy zniżać się do waszego poziomu. – Hermiona zmroziła
go wzrokiem i już chciała mu coś odpowiedzieć, jednak szybsza była dyrektorka:
- Wspaniały
pomysł – pochwaliła ją – doskonale sprawdza się pani na swoim stanowisku w
szkole. – Dracon wywrócił oczami i udawał, że ziewa, jednak widząc, że nikt nie
zwraca na to uwagi, szybko przestał. – Jutro odbędzie się w tej sprawie
zebranie prefektów. Informacja o spotkaniu będzie wisieć w Pokoju Wspólnym
każdego domu. To b y było na tyle, żegnam – Wstała od biurka i odprowadziła
gości pod drzwi, co chwilę uciszając oburzonego Ślizgona, który uspokoił się
dopiero na wzmiankę o punktach ujemnych. Jednak nie na długo, bo zaraz po
wyjściu z gabinetu Hermiona zdołała tylko usłyszeć dźwięk zatrzaskiwanych drzwi
i szybkim ruchem została już drugi raz tego samego dnia przyparta do ściany
przez Ślizgona.
- Nie myśl sobie, Granger, że jeśli przekonałaś tą
staruchę, to ze wszystkimi pójdzie ci tak łatwo. Nie pozwolę na to, zrozumiano?
- warknął i zanim Gryfonka zdążyła zareagować, Malfoy odwrócił się na pięcie i
odszedł w tylko sobie znanym kierunku.
I żadne z nich nie zauważyło, jak zadowolona z siebie postać powoli oddala się z miejsca, w którym stała już od dłuższego czasu.
I żadne z nich nie zauważyło, jak zadowolona z siebie postać powoli oddala się z miejsca, w którym stała już od dłuższego czasu.
***
Hermiona szybko przeszła przez Pokój Wspólny
Gryffindoru, w którym pełno było już jej znajomych. Jednak była zbyt
zdenerwowana, żeby z kimkolwiek teraz rozmawiać nie rozszarpując go przy tym.
Wbiegała po stromych schodach i skierowała się w stronę słabo oświetlonego
czerwonego korytarza, przez który trzeba było przejść, by dostać się do jej
dormitorium. Doszła do ciemnych drzwi i jednym gwałtownym ruchem je otworzyła.
Przeszła przez cały pokój i usiadła na skraju łóżka zakładając ręce na
piersiach. Dostrzegła osłupiałą przyjaciółkę, której ręką ze szczotką zastygła
w połowie drogi do jej płomiennych, rudych włosów.
- Hermiono – zaczęła niepewnie – my… musimy
porozmawiać.
- Tak – odpowiedziała przeciągając
sylaby – chyba musimy.
***
Kiedy Flint przechodził
przez Pokój Wspólny zaczepił go pewien domownik Slytherinu.
- Jak tam się ma nasz plan? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Wszystko idzie tak jak chcieliśmy.
- Liczyłem na taką odpowiedź.
- Jak tam się ma nasz plan? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Wszystko idzie tak jak chcieliśmy.
- Liczyłem na taką odpowiedź.
~~~~~~~~~~
I oto pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że się podobał. Zapraszam do komentowania, gdyż to bardzo pobudza wenę :)
No to do następnego rozdziału, Avis
No więc podoba mi się :) Przez chwile zrobiło mi się żal Ginny bo zostanie wykorzystana przez Flinta, a Draco pewnie wykorzysta Mionę do swoich niecnych planów :D
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać co będzie dalej, ale trudno, nie można mieć wszystkiego naraz.
Bellatrix
dla-milosci-warto-cierpiec.blogspot.com
Bardzo zaintrygował mnie prolog i zachęcił do dalszego czytania, a chyba o to właśnie chodzi, by zainteresować czytelnika. Idąc moim tropem, chcę powiedzieć, że opisy są barwne, ale nie wyczerpujące i męczące, co daje pole do popisu wyobraźni czytelnika. Nie mogę się doczekać, aż pojawi się następny rozdział, więc dodaję do "Polecanych" u siebie. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny,
~Cave Inimicum~
http://dramione-jestesmy-jednoscia.blogspot.com/
PS. Tak się skupiłam na prologu i opisach, że zapomniałam wspomnieć o samym rozdziale! Mam nadzieję, że Flint nie ma jakiegoś niecnego planu ani zakładu o rudą na sumieniu, bo nie ręczę za siebie. :D Mam też nadzieję, że Harry i Hermiona będą się nadal przyjaźnić, a Draco Malfoy szybko pojawi się w Twoim opowiadaniu. :)
UsuńHej.
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że jestem zdziwiona, że nie połączyłaś Ginny z Blaise'm, jak to zwykle w Dramione bywa, tylko połączyłaś ją z nowym/starym ślizgonem, Marcusem. Masz za to plus.:) Co do rozdziału, fajnie, że skupiasz się na opisach, które są realistycznie, można sobie łatwo wyobrazić pomieszczenia. Podobają mi się także opisy przeżyć wewnętrznych, tu na przykład Hermiony. Intryguje mnie, czy ten zakład ma coś wspólnego z sytuacją opisaną w prologu, ale tego przecież dowiem się z biegiem czasu.
Tymczasem dodaję twój blog do listy czytelniczej u siebie oraz do obserwowanych, także nie powinnam zapomnieć o tym, by tu zaglądać.:)
Dziękuję za komentarz na moim blogu. Cieszę się, że masz zamiar zrobić dla niego wyjątek.:)
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
dramione-badz-moja-nadzieja.blogspot.com
PS. Tak, informację o rozdziałach zostawię w zakładce SPAM lub pod najnowszym postem.:)
mmm Ginny i Flint? z tym się jeszcze nie spotkałam, ale to dobrze, że miałaś oryginalny pomysł :) biedna Ruda :c ogółem rozdział bardzo mi się podobał, i czekam na następny ;3
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńDziękuję za zaproszenie na bloga,
Hmm, szczerze powiedziawszy zaciekawiłaś mnie
Bardzo ciekawie,
Na razie nie mogę dokładnie ocenić jaki jest bloga bo to tylko Prolog, i pierwszy rozdział ale jak na razie dobrze jak na pierwszy blog.
Choć bardzo zraziły mnie literówki na przykład podam z prologu "(..) Nic nie rozumiem Malfoy! O kim ty musisz? - Potter miał już(..)" Nie pozorny błąd a zraża, sama mam masę błędów, które dopiero będę poprawiać w wolnym czasie ale powinnaś sprawdzić rozdział jeszcze z kilka razy zanim dodasz, :)
Hmm, wydaje mi sie że twoje zdania są zbyt krótkie, Chodzi mi o to żebyś je bardziej rozwijała.
Masz śliczny szablon za co duży plus, bo ja osobiście jak wchodze na czyjś blog patrzę na wiele równych rzeczy ale pierwszą i dla mnie najważniejszą jest szablon, to na jego podstawie wyrabiam sobie pierwsze zdanie a twój mi się podoba i bardzo ciekawi :)
Jestem pewna że jeszcze nie raz tu zajrzę
Pozdrawiam
Charlotte Petrova
P.S
Zapraszam do siebie
http://charlotte-petrova-dramione.blogspot.com/
Moja kochana Avis to znowu ja. Czekam na następny rozdział! A jak już jestem to nominuję cię do Liebster Award na moim blogu! Szczegóły u mnie. Gratuluję ci i dalszych sukcesów w pisaniu... bla,bla,bla
OdpowiedzUsuńTwoja wierna Bellatrix (ale mnie wzięło na czułości)
dla-milosci-warto-cierpiec.blogspot.com
Już na pierwszy rzut oka widać, że akcja w Twoim opowiadaniu będzie skomplikowana i to mi się podoba. Nuta tajemniczości, uknuta intryga, a w tym wszystkim niespodziewana miłość. Haha, mam chorą wyobraźnię. ;D Rozdział bardzo mi się spodobał i czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Tuśka
dramione-wiecej-niz-magia.blogspot.com