poniedziałek, 21 października 2013

1. Groźba


Dni w Hogwarcie mijały bardzo szybko. Szczególnie dla ostatnich klas, które już od samego początku miały bardzo dużo nauki. Liście przybrały już kolor czerwony i pomarańczowy, i wesoło tańczyły niesione przez ciepły podmuch wiatru. Z okna pewnego dormitorium widać było bawiących się radośnie w kolorowych liściach pierwszoklasistów. Jedni bawili się w berka i co chwilę rzucali się w sporawych rozmiarów stosiki liści, inni gonili je i piszczeli przy tym niemiłosiernie.  Jedna brązowowłosa Gryfonka siedziała na parapecie okna swojego przytulnego pokoju i oglądała tą scenkę z delikatnym uśmiechem na twarzy. Pamiętała jak ona pierwszy raz zachwycała się pięknem tej pory roku. Razem z Harrym i Ronem zachowywali się podobnie jak dzieci zza okna. Jakie to były beztroskie czasy. Teraz nie ma już tak dobrego kontaktu z chłopcami, z resztą co się dziwić, każdy zmienił się po bitwie. Odnotowała w pamięci, że musi poświęcać im więcej czasu. Szczególnie Harry’emu, który przytoczony był całą tą swoją "sławą" i nadal poczuwał się odpowiedzialny za śmierć wszystkich osób, które walczyły o wolność dla nich wszystkich. Delikatne promienie jesiennego słońca oświetlały jej lekko opaloną twarz. Była im bardzo wdzięczna za ich poświęcenie, trudno opisać słowami jak bardzo. To dzięki nim może teraz znajdować się w Hogwarcie i uczyć się na ostatnim roku, a jej największym problemem są egzaminy końcowe, które planowane są na początek czerwca. Kątem oka popatrzyła na dwa łóżka stojące w dormitorium. Ginny jeszcze nie wróciła.  Zeskoczyła z parapetu i rozglądnęła się po pokoju, który dzieliła z przyjaciółką.  Ściany były  koloru przydymionej czerwieni, co dodawało pokojowi przytulności. Przy jednej ze ścian stały dwa ogromne, dwuosobowe łóżka, które aż się prosiły, żeby się na nich położyć, otoczone bordowymi baldachimami, a przed nimi stały stare kufry, z którymi dziewczyny przyjechały do Hogwartu. Przy przeciwległej ścianie umieszczony był kominek, w którym, pomimo wczesnej pory palił się ogień, a od kominka przez róg pokoju aż po ogromne okno ciągnęła się biblioteczka, w której półki uginały się pod ciężarem książek, ustawianych również jedna na drugiej w celu wygospodarowania dodatkowego miejsca na kolejne pozycje. W centralnej części pokoju umieszczony był jasny, puchaty dywan, a na nim dębowy, okrągły stolik i dwa miękko obite fotele. Całość ustawiona była przodem w kierunku kominka. Na ostatniej ścianie, naprzeciwko okna, stała niewielka dwudrzwiowa szafa i drzwi, kolejno do łazienki i na korytarz prowadzący w dół do Pokoju Wspólnego.  Zgarnęła porozrzucane na łóżku książki i usiadła na jednym z foteli. Wybrała Transmutację dla zaawansowanych przeznaczoną do nauki na siódmym roku, na którym właśnie się znajdowała i pogrążyła się w lekturze.  
Obudził ją trzask zamykanych drzwi. Wyprostowała się gwałtownie i lekko otępiała po krótkiej drzemce wyjrzała przez okno i okazało się, że jej drzemka okazała się być kilkugodzinnym snem, gdyż za na niebie nie było widać niczego, poza częściowo zakrytym chmurami księżycem.  Rozglądnęła się z niepokojem po pomieszczeniu w celu zidentyfikowania źródła hałasu, lecz ku jej uldze nikogo nie zauważyła. Lekko zaniepokojona tym, że ktoś prawdopodobnie był w jej pokoju ,podczas gdy ona spała, zaczęła obchodzić dormitorium  i sprawdzać, czy nic nie zginęło. Kiedy już upewniła się, że wszystko jest na swoim poszła do łazienki, zamykając za sobą drzwi zaklęciem.  Napuściła wodę do obszernej wanny i odkręciła kilka kurków. Momentalnie wanna napełniła się kolorowymi bańkami mydlanymi, a w powietrzu wyczuwało się woń kwiatowego aromatu płynu do kąpieli. Weszła do środka i poczuła jak jej mięsnie spięte po  długim leżeniu w średnio wygodnej pozycji powoli się rozluźniają. Położyła głowę na ramie wanny i zamknęła oczy , pozwalając wypoczywać jej zmęczonemu ciału, kiedy usłyszała jakieś kroki za drzwiami. Na początku pomyślała, że to Ginny, jednak szybko zorientowała się, że w pokoju jest kilka osób, o czym świadczyły głośne kroki i przyciszone rozmowy. Ktoś musiał potrącić szafkę nocną, bo usłyszała trzask tłuczonego szkła, a chwile potem głośne przekleństwo. Szybko wyszła z wanny, osuszyła się zaklęciem, ubrała szlafrok i podeszła do drzwi, wysłuchując, co dzieje się za nimi, trzymając różdżkę skierowaną w stronę zamka drzwi. Próbowała uspokoić przyspieszony oddech, starając się nie zdradzać swojej obecności, a z drugiej strony była bardzo ciekawa, co dzieje się po drugiej stronie drzwi. Usłyszała odgłos, który pozwolił jej sądzić, że upuścili właśnie coś ciężkiego na łóżko, po czym dźwięk zamykanych drzwi. Wypowiedziała w myślach zaklęcie i powoli otworzyła drzwi, ostrożnie wyglądając spoza nich. Cichy krzyk wydobył się z jej ust, kiedy zauważyła, co , a raczej kogo włamywacze, bo nie potrafiła inaczej określić osób, które tu były, zostawili na łóżku.  A była to Ginny, której włosy przykryły część twarzy. Leżała bezwładnie na łożu z otwartymi ustami i kończynami powyginanymi w dziwaczny sposób. Przerażona dziewczyna podbiegła do przyjaciółki i ze łzami w oczach zaczęła nią potrząsać. Kiedy ta nie zareagowała w żaden sposób, Hermiona machnęła różdżką, a z tej wypłynął strumyk wody, który skierowała na twarz Ginny. Ta otworzyła nieznacznie oczy i przekręciła się na drugi bok mamrocząc coś pod nosem, a jej przyjaciółka ze szczęścia ledwo powstrzymała się od rzucenia się na dziewczynę i przytulenia jej.  Chcąc upewnić się, że rudowłosej nic nie jest, obeszła łóżko i kucnęła przy twarzy przyjaciółki, klepiąc ją lekko po policzku. Ginny otworzyła oczy i obrzuciła Hermionę pełnym oburzenia spojrzeniem.  Ta, bez zmieszania powtórzyła swoja czynność i uprzedziła swoją współlokatorkę, która już otwierała usta, żeby coś powiedzieć i zapytała czy nic jej się nie stało, Ginny w odpowiedzi pokręciła głową i na powrót zasnęła. Zaniepokojona, ale szczęśliwa Gryfonka przykryła swoją przyjaciółkę kołdrą,  a sama weszła do łóżka obok.
Hermiona korzystała z ostatniego wolego dnia. Jutro od nowa zaczynały się zajęcia. Na szczęście lekcje odrobiła już w piątek, ale pewnie większość uczniów zostawiła sobie to na ostatnią chwilę, gdyż Pokój Wspólny Gryffindoru świecił pustkami. Poprawiła się kanapie i wyłożyła nogi na stoliku. Ogień z kominka miło ogrzewał jej stopy. Myślała o skutkach wojny. Pochłonęła ona wielu niewinnych czarodziei, którzy walczyli o lepsze życie dla nich. Co prawda Voldemorta już nie było, a Harry stał się teraz bohaterem, lecz nie każdy traktował go z szacunkiem. Niektórzy nigdy się nie zmienią. Sądziła, że teraz dużo się zmieni jednak były to złudne nadzieje. Dlaczego tak jest, że ludzie nie mogą się po prostu szanować, lubić bez względu na wygląd czy pochodzenie? Od wieków w wielu środowiskach tworzyły się warstwy społeczne, do których klasyfikowało się ludzi. Ci, z najwyższego szczebla zawsze mieli najlepiej. Byli popularni, lubiani, mieli w szkole łatwiej. Natomiast inni, którzy różnili się wyglądem, statusem czy po prostu mieli odmienne zdanie byli upokarzani.  Czy na prawdę do tej pory nikt się temu nie sprzeciwił, nikt nie reagował? Postanowiła sama wziąć sprawy w swoje ręce. Nie będzie łatwo-wiedziała ale bycie Prefektem Naczelnym do czegoś zobowiązuje. Gdyby tylko ten dupek Malfoy pomógł.. Ale na niego nie ma co liczyć. Przez wiele lat samodzielności, nauczyła sie radzić sobie sama. Od zawsze była perfekcjonistką więc zrobi co w jej mocy by zjednoczyć wszystkie domy w Hogwarcie. W głowie zrodził jej się nawet pewien plan. Zadowolona z siebie wstała z kanapy, otrzepała szaty z niewidzialnego pyłu i ruszyła wprost do dyrektora-Minervy McGonnagal.  Radośnie przemierzała szkolne korytarze. Dzisiaj nic nie było w stanie popsuć jej dobrego humoru, może oprócz dziwnego zachowania Ginny, która zdawała się jej unikać. Nucąc pod nosem nawet nie zauważyła jak jakaś wysoka postać wynurzyła się zza zakrętu. Nie zdążyła zareagować, a już leżała na zimnej posadzce.
- Malfoy! Mogłam się tego spodziewać! – krzyczała. - Patrz gdzie łazisz!
- Zamknij się, Granger. Pewnie masz szlam zamiast mózgu więc nie pamiętasz, że to ty wpadłaś na mnie- zadrwił z niej. - Rachunek za pranie przyśle pocztą. Nie mogę chodzić w szatach, które dotykała brudna szlama. - Skrzywił się teatralnie i już miał odchodzić gdy usłyszał  głośnie odchrząknięcie za jego plecami.
- Pocałuj się w ten twój arystokratyczny tyłek, fretko - zaśmiała się pod nosem na wspomnienie Ślizgona przemienionego w zwierze - ale najpierw idziesz ze mną do dyrektorki.
- Po cholerę? Sama na mnie wpadłaś. Możesz się McSztywnej najwyżej iść wypłakać.
Hermiona nic mu na to nie odpowiedziała, tylko pociągnęła za rękaw szaty i prowadziła w stronę gabinetu dyrektorki.
- Granger, puszczaj mnie! - próbował wyrywać się Ślizgon. - Mówiłem, że nigdzie z tobą nie idę! A co jak ktoś nas zobaczy? Co z moją reputacją?
- Nie przejmowałabym się czymś, czego nie ma - odpyskowała mu.
W końcu Malfoy uwolnił się z uścisku Hermiony i oburzony szybkim ruchem wyciągnął różdżkę z głębokiej kieszeni szaty. Gryfonka cicho pisnęła, ale szybko się opanowała. Nie da mu się sprowokować. Chłopak przycisnął ją do ściany i jeszcze bardziej zdenerwowany jej odważnym spojrzeniem przycisnął koniec różdżki do jej gardła.
- To cię nauczy szacunku do lepszych - wysyczał.
Nagle Gryfonka zaczęła się śmiać. Wykorzystała moment zdezorientowania Malfoy’a i odepchnęła go od siebie. Nie wierzyła, że był w stanie zrobić jej coś w szkole, poza nic nie znaczącymi groźbami i raniącymi słowami, na które chyba nigdy się nie uodporni.
- Co cię tak cieszy, Granger? Czyżby szlamowata reakcja na silny stres? - Ślizgon w dalszym ciągu drwił sobie z dziewczyny. – A może to mój urok osobisty?
- Nie w tym życiu. Po prostu jako Prefekt Naczelny idziesz ze mną do dyrektorki i nie obchodzą mnie żadne wymówki - powiedziała i ruszyła w tak dobrze jej znanym kierunku. Nie musiała się oglądać żeby wiedzieć, że tleniony arystokrata, zaślepiony ciekawością, mozolnie podąża za nią. Po kilku chwilach, w których żadne z nich nie odezwało się ani słowem dotarli do swojego celu. Pierwszy bez pukania szedł Malfoy, który zaraz po przekroczeniu progu zatrzasnął drzwi przed nosem współtowarzyszki. Osłupiała dziewczyna w końcu doszła do siebie i z gracją otworzyła drzwi do gabinetu, po czym przywitała się z Minervą z delikatnym uśmiechem, jednak dyrektorka nie zauważyła nawet jej wejścia, gdyż zajęta była pewnym arystokratą.
- Jeszcze raz pani mówię, że to Granger mnie tu przywlokła – tłumaczył się chaotycznie. – Nie mam pojęcia po co!
- Dość tego – zirytowana opiekunka Domu Lwa straciła cierpliwość – minus dziesięć punktów, panie Malfoy.
- Przepraszam bardzo – głos zabrała Gryfonka, którą dopiero w tej chwili zauważyła Minerva – on mówi prawdę – przyznała z niechęcią rację Malfoy’owi. – Mam pewien pomysł, z którym chciałam się z panią podzielić.
- Dobrze – jej słuchaczka złagodniała na twarzy – usiądźcie proszę, zamieniam się w słuch.
Hermiona usiadła na wskazanym przed dyrektorkę krześle obok jej biurka, a Malfoy stał obok tłumacząc się, że długo tu nie zagości. Minerva spojrzała tylko na niego gniewnym wzrokiem i oddała głos Gryfonce, a sama usiadła po przeciwnej stronie biurka. Hermiona rozglądnęła się i stwierdziła, że gabinet niczym nie przypominał starego pomieszczenia, w którym rezydował Dumbledore. Naprzeciwko drzwi znajdowały się kręte, metalowe schody, które prawdopodobni e prowadziły do sypialni, a za nimi duże okno zajmujące pół ściany i sięgające pod sam sufit. Po lewej stronie stała wielka gablota po brzegi wypełniona orderami i pamiątkami byłych dyrektorów. Na prawej ścianie usadowiona była biblioteczka, większa nawet od tej, którą Hermiona miała w dormitorium. Przed nią stało masywne, stare biurko, całe zawalone pergaminami, na których siedziała sowa, którą Gryfonka zobaczyła dopiero teraz. Miała o na piękne brązowe pióra, które gdzieniegdzie miały rudy odcień i mądre, kruczoczarne ślepia.
- Szybciej, Granger – warknął zniecierpliwiony już Ślizgon – mam lepsze rzeczy do roboty, niż siedzenie tu.
- Oh, założę się, że twoje lustro, choćby nie wiem jak chciało i tak nie ucieknie.
- Panno Granger, panie Malfoy, proszę się uspokoić. – Minerva wtrąciła się w odpowiedniej chwili, bo dwójka uczniów już zabijała się spojrzeniem. Jeszcze moment, a pewnie rzuciliby się sobie do gardeł.
- Wytłumaczy mi pani, po co to całe zamieszanie? – Hermiona zrozumiała, że dyrektorka jest już lekko podenerwowana, ponieważ tylko wtedy zwracała się do niej ‘per pani’ Nie chcą już dłużej przeciągać i bardziej denerwować opiekunki jej domu odezwała się:
- Oczywiście. Pomyślałam, że skoro nikt – popatrzyła na Malfoy’a i poprawiła się –  większości nie obchodzi już, kto jest z jakiego domu i jesteśmy ze sobą bardziej zżyci, to można by spróbować zjednoczyć ze sobą domy w Hogwarcie.
- Kto chce, ten chce, Granger. Zjednujcie sobie te wasze domy, ale Ślizgonów w to nie mieszajcie, bo nie będziemy zniżać się do waszego poziomu. – Hermiona zmroziła go wzrokiem i już chciała mu coś odpowiedzieć, jednak szybsza była dyrektorka:
- Wspaniały pomysł – pochwaliła ją – doskonale sprawdza się pani na swoim stanowisku w szkole. – Dracon wywrócił oczami i udawał, że ziewa, jednak widząc, że nikt nie zwraca na to uwagi, szybko przestał. – Jutro odbędzie się w tej sprawie zebranie prefektów. Informacja o spotkaniu będzie wisieć w Pokoju Wspólnym każdego domu. To b y było na tyle, żegnam – Wstała od biurka i odprowadziła gości pod drzwi, co chwilę uciszając oburzonego Ślizgona, który uspokoił się dopiero na wzmiankę o punktach ujemnych. Jednak nie na długo, bo zaraz po wyjściu z gabinetu Hermiona zdołała tylko usłyszeć dźwięk zatrzaskiwanych drzwi i szybkim ruchem została już drugi raz tego samego dnia przyparta do ściany przez Ślizgona.
- Nie myśl sobie, Granger, że jeśli przekonałaś tą staruchę, to ze wszystkimi pójdzie ci tak łatwo. Nie pozwolę na to, zrozumiano? - warknął i zanim Gryfonka zdążyła zareagować, Malfoy odwrócił się na pięcie i odszedł w tylko sobie znanym kierunku. 
I żadne z nich nie zauważyło, jak zadowolona z siebie postać powoli oddala się z miejsca, w którym stała już od dłuższego czasu.
***
Hermiona szybko przeszła przez Pokój Wspólny Gryffindoru, w którym pełno było już jej znajomych. Jednak była zbyt zdenerwowana, żeby z kimkolwiek teraz rozmawiać nie rozszarpując go przy tym. Wbiegała po stromych schodach i skierowała się w stronę słabo oświetlonego czerwonego korytarza, przez który trzeba było przejść, by dostać się do jej dormitorium. Doszła do ciemnych drzwi i jednym gwałtownym ruchem je otworzyła. Przeszła przez cały pokój i usiadła na skraju łóżka zakładając ręce na piersiach. Dostrzegła osłupiałą przyjaciółkę, której ręką ze szczotką zastygła w połowie drogi do jej płomiennych, rudych włosów.
- Hermiono – zaczęła niepewnie – my… musimy porozmawiać.
- Tak – odpowiedziała przeciągając sylaby – chyba musimy.

***
Kiedy Flint przechodził przez Pokój Wspólny zaczepił go pewien domownik Slytherinu.
- Jak tam się ma nasz plan? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Wszystko idzie tak jak chcieliśmy.
- Liczyłem na taką odpowiedź.

 ~~~~~~~~~~ 

I oto pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że się podobał. Zapraszam do komentowania, gdyż to bardzo pobudza wenę :)
No to do następnego rozdziału, Avis

8 komentarzy:

  1. No więc podoba mi się :) Przez chwile zrobiło mi się żal Ginny bo zostanie wykorzystana przez Flinta, a Draco pewnie wykorzysta Mionę do swoich niecnych planów :D
    Nie mogę się doczekać co będzie dalej, ale trudno, nie można mieć wszystkiego naraz.
    Bellatrix
    dla-milosci-warto-cierpiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo zaintrygował mnie prolog i zachęcił do dalszego czytania, a chyba o to właśnie chodzi, by zainteresować czytelnika. Idąc moim tropem, chcę powiedzieć, że opisy są barwne, ale nie wyczerpujące i męczące, co daje pole do popisu wyobraźni czytelnika. Nie mogę się doczekać, aż pojawi się następny rozdział, więc dodaję do "Polecanych" u siebie. :)
    Pozdrawiam i życzę weny,
    ~Cave Inimicum~
    http://dramione-jestesmy-jednoscia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Tak się skupiłam na prologu i opisach, że zapomniałam wspomnieć o samym rozdziale! Mam nadzieję, że Flint nie ma jakiegoś niecnego planu ani zakładu o rudą na sumieniu, bo nie ręczę za siebie. :D Mam też nadzieję, że Harry i Hermiona będą się nadal przyjaźnić, a Draco Malfoy szybko pojawi się w Twoim opowiadaniu. :)

      Usuń
  3. Hej.
    Muszę przyznać, że jestem zdziwiona, że nie połączyłaś Ginny z Blaise'm, jak to zwykle w Dramione bywa, tylko połączyłaś ją z nowym/starym ślizgonem, Marcusem. Masz za to plus.:) Co do rozdziału, fajnie, że skupiasz się na opisach, które są realistycznie, można sobie łatwo wyobrazić pomieszczenia. Podobają mi się także opisy przeżyć wewnętrznych, tu na przykład Hermiony. Intryguje mnie, czy ten zakład ma coś wspólnego z sytuacją opisaną w prologu, ale tego przecież dowiem się z biegiem czasu.

    Tymczasem dodaję twój blog do listy czytelniczej u siebie oraz do obserwowanych, także nie powinnam zapomnieć o tym, by tu zaglądać.:)

    Dziękuję za komentarz na moim blogu. Cieszę się, że masz zamiar zrobić dla niego wyjątek.:)

    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    dramione-badz-moja-nadzieja.blogspot.com

    PS. Tak, informację o rozdziałach zostawię w zakładce SPAM lub pod najnowszym postem.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. mmm Ginny i Flint? z tym się jeszcze nie spotkałam, ale to dobrze, że miałaś oryginalny pomysł :) biedna Ruda :c ogółem rozdział bardzo mi się podobał, i czekam na następny ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    Dziękuję za zaproszenie na bloga,
    Hmm, szczerze powiedziawszy zaciekawiłaś mnie
    Bardzo ciekawie,
    Na razie nie mogę dokładnie ocenić jaki jest bloga bo to tylko Prolog, i pierwszy rozdział ale jak na razie dobrze jak na pierwszy blog.
    Choć bardzo zraziły mnie literówki na przykład podam z prologu "(..) Nic nie rozumiem Malfoy! O kim ty musisz? - Potter miał już(..)" Nie pozorny błąd a zraża, sama mam masę błędów, które dopiero będę poprawiać w wolnym czasie ale powinnaś sprawdzić rozdział jeszcze z kilka razy zanim dodasz, :)
    Hmm, wydaje mi sie że twoje zdania są zbyt krótkie, Chodzi mi o to żebyś je bardziej rozwijała.
    Masz śliczny szablon za co duży plus, bo ja osobiście jak wchodze na czyjś blog patrzę na wiele równych rzeczy ale pierwszą i dla mnie najważniejszą jest szablon, to na jego podstawie wyrabiam sobie pierwsze zdanie a twój mi się podoba i bardzo ciekawi :)
    Jestem pewna że jeszcze nie raz tu zajrzę
    Pozdrawiam
    Charlotte Petrova
    P.S
    Zapraszam do siebie
    http://charlotte-petrova-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja kochana Avis to znowu ja. Czekam na następny rozdział! A jak już jestem to nominuję cię do Liebster Award na moim blogu! Szczegóły u mnie. Gratuluję ci i dalszych sukcesów w pisaniu... bla,bla,bla
    Twoja wierna Bellatrix (ale mnie wzięło na czułości)
    dla-milosci-warto-cierpiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Już na pierwszy rzut oka widać, że akcja w Twoim opowiadaniu będzie skomplikowana i to mi się podoba. Nuta tajemniczości, uknuta intryga, a w tym wszystkim niespodziewana miłość. Haha, mam chorą wyobraźnię. ;D Rozdział bardzo mi się spodobał i czekam na kolejny.
    Pozdrawiam,
    Tuśka

    dramione-wiecej-niz-magia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń